
Reż. Alfred Hitchcock
IMDB rating: 8.7/10
W 1960 roku pewien jegomość zatrząsł purystycznym środowiskiem Hollywoodu. Zrobił to Alfred Hitchcock, swoim nowym filmem Psychoza.
O tym filmie pisano już wiele. Mało jest na świecie ludzi, którzy nie spotkaliby się z nazwiskiem tego twórcy, a większość z nich kojarzy go z filmami grozy, takimi jak Ptaki, czy właśnie omawiana Psychoza. Film oparty jest na opowiadaniu Roberta Blocha. Marion Crane (Janet Leigh) pracuje w nieruchomościach. Jej szef, pan Loomis, karze jej zanieść do banku 40,000$ swojego klienta. Ta jednak zahacza o dom, pakuje walizkę i ucieka z miasta, chcąc rozpocząć nowe życie ze swoim chłopakiem. Zmęczona, trafia na niewielki motel przy starej autostradzie. Prowadzi go Norman Bates (Anthony Perkins), miły człowiek, aczkolwiek będący pod silną presją władczej matki, której bynajmniej nie podoba się przejezdna lokatorka motelu. Wkrótce zaniepokojona Lila Crane (Vera Miles) wynajmuje detektywa Arbogasta (Martin Balsam), by ten odnalazł jej zagubioną siostrę.
Psychoza Alfreda Hitchcocka to jeden z najbardziej znanych filmów tego uznanego reżysera. Film doczekał się aż trzech kontynuacji, choć już nie tak bystrych jak pierwowzór. Film otrzymał również sporą ilość nominacji i nagród (m.in. za reżyserię, najlepszy film, czy najlepszą aktorkę). Przetarł też szlak dla zupełnie nowego kina grozy, kina śmiałego i jednocześnie dyskretnie przemycającego wiele przez purystyczną cenzurę Ameryki lat sześćdziesiątych XX wieku. Kiedy dziś widzimy jak posoka leje się hektolitrami z ekranu, a kolejne filmy zamiast oferować coś nowego i oryginalnego ścigają się jedynie w ilości odrąbanych członków i przelanej krwi, aż dziw bierze, że 40 lat temu Amerykanie mieli problem z pokazaniem choćby kropli tej życiodajnej cieczy.
Film Hitchcocka jest jak powiedzenie: „diabeł tkwi w szczegółach”. Reżyser chciał w nowy, świeży sposób pokazać strach. Jak już wspomniałem, w ówczesnych czasach nie było mowy o krwistych scenach, ani goliźnie. Kręcąc „zbyt odważny” film każdy twórca narażał się na pocięcie swego dzieła na kawałki, przez co traciło ono na wartości i przekazie. Hitchcock uciekł się więc do umiejętnego wykorzystania tego, co jest elementem każdego filmu: muzyki, zdjęć i montażu. Mając doskonały scenariusz, przez wykorzystanie muzyki w odpowiednim do tego momencie oraz zgrabnemu i przemyślanemu montażowi scen grozy, stworzył ponadczasowe dzieło, które uważane jest za jeden z najstraszniejszych filmów wszech czasów. Do dziś opowiada się anegdotkę, że gdy reżyser pokazał film producentom, ci oburzyli się, że w sławnej scenie pod prysznicem widać dźgnięcia ciała i piersi Janet Leigh. Po kilku dniach znów pokazał film szefostwu, mówiąc im, że przemontował go jeszcze raz. Tym razem przyjęto go z zadowoleniem. Oczywiście prawda była tak, że nic nie zmienił.
I to pokazuje geniusz tego reżysera. Poprzez przemyślany montaż, Hitchcock w pewien sposób pobudził wyobraźnię widza do tego stopnia, iż np. w scenie „prysznicowej” każdy widzi to, co chce widzieć. Nie bez znaczenia była też świetna muzyka Bernarda Herrmanna, która wyraźnie daje o sobie znać w kluczowych momentach filmu, by w pozostałych scenach pozostawić jedynie szum tła dla dialogów. Całość uzupełnia doskonała gra aktorska z fenomenalną Janet Leigh na czele. Warto podkreślić fakt, że film zrealizowano w konwencji czarno-białej. I choć na topie było już kino kolorowe, tak mistrz suspensu zdecydował się na ten krok z dwóch powodów. Pierwszy to koszta, czarno-białe klisze filmowe były tańsze. Drugi to swoiste ukrycie czerwonej krwi. Dzięki temu zabiegowi niektóre sceny nie wydawały się tak krwiste, jakimi w rzeczywistości są.
Psychoza jest filmem, którego nie trzeba polecać. Jeśli amator filmów grozy go jeszcze nie widział, powinien czym prędzej zmienić ten stan rzeczy. Jeśli ktoś widział sequel, czy remake z 1998 roku tym bardziej powinien obejrzeć to dzieło. Film do dziś zaskakuje majstersztykiem i w zalewie coraz bardziej "czerwonych" produkcji jest dobrą alternatywą na udany wieczór z ambitnym filmem, horrorem pokazującym, iż kiedyś w kinie liczyło się coś więcej niż seks i kreatywnie odcięte części ciała.






