Tytuł: Dzikie Zero / Wild Zero (2000)

Reż. Tetsuro Takeuchi
IMDB rating: 6.4/10
Miłość nie zna granic, nacji ani płci. Rock’n’roll!!!
To hasło jest przewodnim motywem jednego z bohaterów filmu Wild Zero, filmu dość zwariowanego i mocno B-klasowego.
Ace wpada w sam środek sprzeczki zespołu Guitar Wolf ze swoim managementem. Ktoś ginie, ktoś traci palce, generalnie zespół wychodzi zwycięsko z potyczki, właśnie dzięki Ace’owi. Na dowód wdzięczności wokalista zawiera z nim pakt krwi i daje mu gwizdek, w który jeśli dmuchnie, ten natychmiast przybędzie mu na pomoc wraz z zespołem. Tymczasem w Ziemię gruchnął meteoryt i nastąpiła inwazja kosmitów. Prawdopodobnie te wydarzenia przyczyniły się do zamiany części ludzi w zombie. Teraz bohaterowie będą musieli walczyć o przetrwanie.
Wild Zero to film promujący japońską kapelę punkową Guitar Wolf. Fabuła jest prosta, sprzeczka zespołu z kierownictwem owocuje paktem krwi z nowym koleżką, Ace’em. Ziemię zaatakowali kosmici, po lądzie stąpają hordy zombie. Ace ratując własną skórę oraz transseksualną wybrankę serca Tobio, wzywa swoim gwizdkiem zespół na pomoc. Guitar Wolf muszą go teraz znaleźć, nim będzie za późno. Ponadto mocno wkurzony management depcze im po piętach.
Kinematografia już w swej historii widziała kilka filmów promujących kapelę. Odbywało się to na różne sposoby, w tym jednak przypadku twórcy postawili na humor okraszony horrorem i sporą dawką muzyki – punka i rock’n’rolla. Jak po fabule widać, wyszła z tego dość wybuchowa mieszanka, która niekoniecznie może się podobać, a to z tego powodu, że film jako tako nie trzyma linii fabularnej. Na ekranie dzieją się różne, często absurdalne rzeczy, w których można się pogubić, bądź zniechęcić nimi do dalszego seansu. Jednak to, co łączy całość, zarówno bohaterów jak i fabułę, jest zespół Guitar Wolf, autentyczna japońska kapela punkowa. Ich świetna muzyka wypełnia film, nadając mu swoistego dynamizmu. Muzyka jest szalona, co słyszymy w wielu scenach, a także koncertach dawanych przez kapelę w klubach.
Dzieło to jest definitywnie mocnym, niskobudżetowym B-klasowcem. Pieniędzmi nie szastano na lewo i prawo, toteż zombie są jedynie wytworem charakteryzacji. Niewielkie efekty specjalne również nie wymagały wielkich nakładów finansowych, a sporadyczna technika CGI jest prawie niezauważalna, choć do górnych lotów nie należy. Do zdecydowanych wad należy chaotyczny montaż oraz kiepska gra aktorska.
Jeśli więc lubisz zwariowane filmy o niczym i o wszystkim, piwo, coś na ząb i nie czytujesz Gościa Niedzielnego to film dla ciebie. Świetna punkowa muzyka i drobna dawka humoru w otoczce horroru zapewni przeszło 1,5 godziny zabawy fanom kina klasy B.







