
Reż. Jon Harris
IMDB rating: 6.4/10
The Descent w reżyserii Neila Marshalla sporo namieszało w horrorowym światku, stając się jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym filmem grozy 2005 roku. Wszechogarniający mrok, duszna, klaustrofobiczna atmosfera podziemnych jaskiń oraz krwiożercze stworzenia je zamieszkujące złożyły się na prawdziwą mieszankę wybuchową, która dostarczyła widzom na całym świecie niezapomnianych wrażeń. Dodajmy do tego dobre aktorstwo i interesująco nakreślone postaci i mamy horror niemalże idealny. Kwestią czasu było więc podjęcie decyzji o nakręceniu sequela, który ponownie zabierze nas pod ziemię. Oczywiście fani części pierwszej wcale nie byli przychylni temu pomysłowi, w końcu pogrążenie dobrego filmu to ostatnio domena sequeli. Sytuacji nie poprawiał fakt, że oryginalne brytyjskie zakończenie wcale nie pozwalało na stworzenie kontynuacji, przynajmniej nie w takiej formie, jaką zaserwował nam Jon Harris. Z tego też powodu, na potrzeby części drugiej, postanowiono trzymać się złagodzonej końcówki, która trafiła na amerykański rynek. Wreszcie, po blisko 5 latach wyczekiwania, możemy w końcu skonfrontować się z nowym Zejściem i samodzielnie ocenić, czy w ogóle warto było czekać. Zapraszam do recenzji.
Sarah Carter (Shauna Macdonald), która jako jedyna przeżyła starcie z morderczymi mieszkańcami jaskiń, zostaje odnaleziona i przewieziona do szpitala. W tym samym czasie trwają poszukiwania pozostałych dziewcząt. Niestety nie przynoszą one upragnionych rezultatów, a nadzieja na odnalezienie kogokolwiek żywego gaśnie z każdą minutą. Szeryf Vaines (Gavan O'Herlihy), dowodzący ekipą ratowniczą, nie zamierza się jednak poddawać i kiedy dowiaduje się, że Sarah żyje, natychmiast postanawia ją przesłuchać. Pojawia się jednak mały problem, kobieta pod wpływem silnego szoku wymazała z pamięci wszystkie wydarzenia z ostatnich dwóch dni. Jedyna wskazówka, jaką dysponuje szeryf, to stara kopalnia położona niedaleko miejsca odnalezienia się dziewczyny. Nie dysponując innym tropem oraz walcząc z upływającym czasem, szeryf postanawia zorganizować ekipę ratowniczą, w której skład wchodzić ma m.in. Sarah, która jako jedyna zna jaskinie. Wraz z zejściem pod ziemię, koszmar rozpoczyna się na nowo...
Aby niepotrzebnie nie przedłużać powiem, że warto było czekać na kontynuację. Oczywiście można mieć wątpliwości co do tego, czy sequel był w ogóle konieczny, bo część druga tak naprawdę niewiele różni się od pierwszej i nie wnosi nic nowego, ale co by nie mówić, The Descent: part 2 to wciąż kawał klimatycznego horroru, który ogląda się z zapartym tchem, choć jest to poziom nieco niższy od tego, który zaprezentował nam w oryginale Marshall. Co wpływa na obniżenie poziomu? Mrok, a w zasadzie jego zredukowanie. W przeciwieństwie do filmu z 2005 roku, tutaj zdjęcia są dużo jaśniejsze, oczywiście nadal jest mrocznie, ale nie na tyle, byśmy mieli problemy z dostrzeżeniem czegokolwiek. Druga sprawa to maszkary, być może to tylko moje odczucie, ale ich wygląd chyba uległ pogorszeniu od czasów części pierwszej lub, co bardzo prawdopodobne, zbytnie oświetlenie zepsuło efekt spowitych mrokiem i wyłaniających się z cienia stworzeń, jaki uzyskano wcześniej. Na koniec warto wspomnieć o kilku nieciekawych rozwiązaniach, które psują ogólne wrażenia. Mam tutaj na myśli chociażby postać Eda Oswalda, którego wrzucono do filmu nie wiadomo w jakim celu, bowiem jego motywacje pozostają niejasne. Zapewne chodziło o pozostawienie otwartej furtki dla kolejnej kontynuacji, jednak niesmak pozostaje.
Odłóżmy jednak wady na bok, bo te tak naprawdę nie są aż tak znaczące i jakoś szczególnie seansu nie psują. Zejście 2 to wciąż bardzo dobry klaustrofobiczny horror, który zadowoli zarówno widzów stawiających przede wszystkim na klimat i napięcie, jak i tych, dla których hektolitry czerwonej cieczy przelewającej się przez ekran stanowią o jakości filmu. Jak w części pierwszej, tak i tu twórcy nie szczędzą nam widoku zmasakrowanych ciał. Rozszarpane gardła, oderwane kończyny, czy walające się wnętrzności są tu na porządku dziennym i, co ważne, wszystko stoi na naprawdę wysokim poziomie. Sporą zaletą produkcji jest również bardzo dobre aktorstwo. Zarówno główne postaci, jak i te drugoplanowe, zostały odegrane w sposób bardzo wiarygodny, przez co widz przejmuje się losami bohaterów i nie ma żadnego problemu, aby się z nimi identyfikować. Nie mam również zastrzeżeń do strony czysto technicznej, zdjęcia, montaż, czy odgłosy otoczenia, które stanowią w zasadzie jedyną ścieżkę dźwiękową, stoją na bardzo wysokim poziomie i niewiele im można zarzucić.
Podsumowując, The Descent: part 2 choć oryginalnością nie grzeszy, wciąż dostarcza rozrywki na bardzo wysokim poziomie i skutecznie potrafi podnieść ciśnienie. W porównaniu chociażby do niedawnego [Rec]2, jest to sequel jak najbardziej udany, który nie plami dobrego imienia oryginału. Jeżeli jesteście miłośnikami pierwszego filmu, to śmiało sięgnijcie po kontynuację i raz jeszcze zejdźcie do podziemnych jaskiń, a zapewniam, że będzie to bardzo (nie)miłe przeżycie.






