
Reż. Amayo Uzo Philips
Wędrując po horrorowej mapie filmów grozy, powstałych na całym świecie, dziś zawędrujemy do odległej Nigerii. Zanim jednak przejdziemy do The Python, przyjrzyjmy się kilku zaskakującym faktom. Oto i one:
Nigeria jest trzecim (!!!) największym producentem filmów fabularnych na świecie zaraz po Indiach i USA. W wytwórniach filmowych w Lagos zwanych Nollywoodem, powstaje do 500 filmów rocznie.
Nollywood to umowna nazwa nigeryjskiego przemysłu filmowego i jego ośrodka w Surulere, jednej z dzielnic dawnej stolicy kraju, Lagos.
Nigeryjska kinematografia opiera się głównie na produkcjach realizowanych w technice wideo i przeznaczonych do rozpowszechniania na kasetach, a także płytach VCD lub DVD (rozchodzą się błyskawicznie w stutysięcznych nakładach). Budżet przeciętnego filmu wynosi około 15000 dolarów. W okresie apogeum dystrybutorzy nigeryjscy wypuszczali łącznie około 50 filmów tygodniowo (!!!).
Nigeryjski przemysł filmowy ewoluuje od lat i można zaobserwować kilka odczuwalnych zmian. Najważniejszą z nich, to całkiem inne podejście do aktorstwa, aniżeli jeszcze kilkanaście lat temu. Choć ciężko w to uwierzyć, bycie aktorką w Nigerii jeszcze do niedawna było porównywane z pracą prostytutki. Na całe szczęście w miarę postępu technologicznego, pogląd ten został stopniowo wyparty, a dziś zawód aktora/rki jest jednym z najbardziej opłacalnych. Oprócz całkiem niezłej gaży za rolę, warto podkreślić również wyjątkowo skromny wysiłek, jaki trzeba ponieść na planie filmowym. Zdjęcia trwają około... tygodnia, co jest tempem iście rekordowym. Oczywiście, tak krótki czas realizacji obrazów wpływa na ich jakość, ale jak do tej pory mieszkańcy Nigerii są zadowoleni z rodzimej kinematografii.
Omawiany przeze mnie The Python jest uznawany za jeden z najlepszych nigeryjskich horrorów, choć ciężko na jego podstawie pokusić się o jakiekolwiek wnioski. Liczba horrorów, jaka powstaje w Nigerii jest niezwykle trudna do oszacowania i zakłada się, że powstało już ich kilkadziesiąt tysięcy. Większość tych produkcji, rzecz jasna, nigdy nie zostanie dopuszczona do celów dystrybucyjnych poza terytorium Nigerii. Tylko, czy to, aby powód do smutku?
Maleńka wioska Ngwuzu jest terroryzowana przez olbrzymiego pytona (w zależności od ujęć osiąga on długość od 20 do około 80 metrów, dzięki czemu ma zdolność miażdżenia drzew swoim "ciałem"), który ma wilczy apetyt na ludzkie mięso. Rada starszych, w skład której wchodzą wódz osady oraz starsi (tzw. mędrcy) musi czym prędzej znaleźć rozwiązanie, aby pokonać bestię. Z pomocą przychodzi im arcykapłan Okriko, który opowiada o dawnych czasach, kiedy to przodkowie również musieli stawić czoła wielkiemu pytonowi. Czy rada starszych wysunie wnioski z opowieści i stawi czoła tak potężnemu wrogowi?
Zacznijmy może wpierw od tego, że Nigeria jest krajem w głównej mierze chrześcijańskim. Istnieje jednak mały procent ludności, która nadal przyznaje się do wierzeń animistycznych, które w Europie kojarzą się głównie z szamanizmem. Na tą chwilę w Nigerii nie możemy mówić o wojnie na tle religijnym, ale do różnych potyczek zwaśnionych stron, czasem dochodzi. Właśnie konflikt mieszkańców wierzących w religie przodków, z młodymi ludźmi silnie związanymi z chrześcijaństwem (różnymi jego odłamami), stanowi centralną oś fabuły.
The Python pomimo tytułu oraz okładki jasno sugerującej, że mamy do czynienia z przerośniętym wężem, nie sposób zaliczyć do produkcji z kręgu animal attack. Trzeba postawić sprawę jasno - wąż w tym filmie jest symboliczny. Jego pojawienie się w wiosce, to oznaka, że Bóg (ten chrześcijański) karze nieposłusznych mieszkańców, za czczenie własnych bogów. Aby pokazać jak wielką mocą on dysponuje, mamy w finale produkcji do czynienia ze zniszczeniem węża, a więc obrazkiem znanym doskonale większości Katolików (Jezus depczący węża własnymi stopami). Nie zabrakło również czytania wersetów Biblii oraz wielu pieśni chrześcijańskich.
Pewnie Was zastanawia, jakim cudem ten obraz jest w ogóle nazywany horrorem. Cóż, na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Cała fabuła, to w gruncie rzeczy rozmowy, bądź monologi na temat wiary. Nie ma tu mowy o jakiejkolwiek grozie, chociaż pyton w kilku niewielkich fragmentach, pojawia się nawet na ekranie.
O poziomie wykonawczym ciężko tu cokolwiek mówić, bo jest to produkcje wybitnie amatorska. Mamy do czynienia z jednym reżyserem, który sam biega z kamerą w ręku i nagrywa dialogi poszczególnych "aktorów". Efektów nie ma żadnych, a za ścieżkę dźwiękową posłużyły pieśni plemienne.
Jeśli uważacie, że nic już w świecie kina grozy nie jest w stanie Was zaskoczyć, to jestem pewien, że The Python zmieni radykalnie Wasze poglądy.
Ps. Chodzą słuchy, że pewien ojciec z Torunia prowadzący własną rozgłośnię radiową był tak zachwycony niniejszym filmem, że postanowił wykupić do niego prawa i puszczać w telewizji o nazwie TV Czuwam.







