Tytuł: Brutal Storm / Vahset kasirgasi (1985)

Reż. Kadir Akgün
Z odmętów historii wyłowimy dziś kompletnie zapomniany horror o nazwie Vahset kasirgasi. Film powstał prawdopodobnie w 1985 roku w Turcji, a jego reżyserem jest niejaki Kadir Akgün. Fabuła w znacznej mierze oparta jest na hiszpańskiej produkcji Una vela para el diablo (A Candle for the Devil) z 1973 roku, nie będzie więc wielkim zaskoczeniem, jeśli powiem, że wielu widzów określa go po prostu mianem remake'u. Czy godnego uwagi? O tym dowiecie się już za chwilę.
Vahset kasirgasi skupia się na losach dwóch sióstr, które prowadzą mały hotelik pod nazwą "Rose pension", gdzieś w niewielkim miasteczku w Turcji. W związku z przyjazdem coraz to większej liczby turystów w te rejony, hotelik przeżywa istne oblężenie, a jego gospodynie muszą pracować od zmierzchu do świtu. To jednak nie żmudna praca spędza im sen z powiek, lecz zachowanie ich gości, w szczególności zaś bezpruderyjnych kobiet. Trudno nie przyznać racji, że turystki, które wynajmują pokoje w "Rose pension", ciężko nazwać zakonnicami. Dziewczyny są młode, atrakcyjne i przyjechały się nie tylko zrelaksować, ale i dobrze zabawić. A że towarzyskich mężczyzn w okolicy nie brakuje, a alkohol leje się strumieniami, to dość szybko kurort wypoczynkowy przeradza się w miejsce nieustannych imprez. Tego widoku nie są w stanie znieść siostrzyczki, które postanawiają zaprowadzić porządek uśmiercając kobiety, które zeszły na drogę rozpusty.
Widzowie, którzy mieli okazję widzieć hiszpański A Candle for the Devil poczują dość silne deja vu. Nie tylko fabularnie ta produkcja jest bliźniaczo podobna, ale nawet aktorki wcielające się w rolę sióstr są zbliżone do dawnych odtwórczyń. Różnice w poziomie wykonawczym obu tych produkcji są jednak zgoła odmienne.
Nie ma co się łudzić proszę państwa. Vahset kasirgasi to film niskobudżetowy, który w wielu momentach po prostu mocno szwankuje. Nie mam jakichś specjalnych uwag pod adresem aktorów, którzy wystąpili w tej produkcji, ale efekty specjalne są doprawdy karkołomne. Nie jestem pewien, czy reżyser naprawdę chciał utrzymać klimat rodem z filmów Herschella Gordona Lewisa (pradziadek gore), czy po prostu nie bardzo miał pomysły na wykonanie scen krwawych, a budżet z pewnością nie pomagał mu w podjęciu odważniejszych decyzji. Znacznie lepiej wygląda sytuacja z dużą dawką scen rozbieranych, co reżyser przypłacił, tak na dobrą sprawę, własną karierą filmową. Turcja, jako kraj dość ortodoksyjnie podchodzący do negliżu prezentowanego na ekranie (pamiętajmy, że to były lata 80'!) z pewnością nie była miejscem, w którym twórcy mogli sobie pozwolić na tak odważne sceny nie pytając nikogo o zgodę. Właśnie w tym upatrywałbym wiarygodnych informacji, dlaczego Vahset kasirgasi przez tyle lat był filmem kompletnie nieznanym.
Na zakończenie w formie ciekawostki, a może nawet i anegdoty, poświęcę chwilę uwagi ścieżce dźwiękowej. Większość motywów pewnie doskonale kojarzycie, gdyż zostały zapożyczone z Halloween (1978. Proszę sobie jednak wyobrazić moją minę, kiedy została zaprezentowana impreza, na której bawią się turyści w rytm... utworu Ghostbusters pochodzącego z filmu o tym samym tytule.
Jeśli jesteście fanami wszystkiego, co dziwne, zapomniane, nieznane, to możecie się pokusić o zdobycie tego filmu. Reszta czytelników niech lepiej zapomni o tej produkcji jak najszybciej.





