
Reż. Sharon Ferranti
IMDB rating: 4.2/10
Wpierw króciutka ankieta, na pytania której proszę szczerze odpowiedzieć:
1. Czy byłbyś/byłabyś zainteresowany/a obejrzeniem slashera?
2. Czy nieobcy jest ci termin backwoods slasher?
3. Czy słyszałeś/aś, bądź znasz filmy pokroju Friday the 13th, Sleepaway Camp?
Jeśli na wszystkie te pytania odpowiedzieliście w sposób twierdzący... to wpadliście jak śliwka w kompot. Teraz już nic was nie uratuje przed sięgnięciem po pierwszy w historii, w pełni... lesbijski slasher. Proszę nie przewracać oczami w geście niedowierzania i nie szczypać się w policzek. Nadeszła nowa era slashera, gdzie geje i lesbijki, transseksualiści i inni kochający ekhem... inaczej (w świetle polskiego prawa) trzymają się za ręce (i za inne części ciała również), uciekając przed psychopatycznym mordercą pragnącym ich natychmiastowej śmierci (proszę o niedokładanie sobie żadnych ideologii). Gotowi na ten wesoły cyrk/film (niepotrzebne skreślić)? Jeśli tak to łapiemy za rączkę partnera (płci przeciwnej!) i zaczynamy seans!
Zbliżają się wielkimi krokami urodziny Susan i jest to niepowtarzalna okazja, aby wyruszyć na weekend pobiwakować. Znalezienie się w grupie wybrańców, którzy otrzymają zaproszenie nie jest jednak wcale takie łatwe. Po pierwsze, trzeba spełniać podstawowy warunek i być kobietą. Po drugie, należy być eks-partnerką Susan, bądź też dziewczyną jakiejś innej zaproszonej dziewczyny. Kryteria, jak sami widzicie, są dość surowe i spełnia je tylko kilka kobiet. Warto odnotować, że tym razem wszystkie dziewczyny poza Andreą, która jest nową ukochaną Monica'i, były uprzednio w związku z Susan. Oczywiście prowadzi to bardzo szybko do wielu spięć pomiędzy obozowiczkami. Prym wiedzie w szczególności lubieżna Monica, która choć przybyła w towarzystwie Andrei, wykorzystuje każdą chwilę, aby flirtować z pozostałymi dziewczynami. Równie zaskakująco ma się sytuacja z Lindą, która jako jedyna z obecnych jest na tą chwilę w związku heteroseksualnym. Nawet jej chłopak przeczuwa jednak, że Linda nadal ma ciągotki do lesbijskiego seksu i wyrusza za nią w pogoń. Rozzłoszczony mężczyzna to nie jedyny problem, jaki czeka Susan i jej lesbijskie przyjaciółki. Gdzieś w lesie czyha bowiem tajemniczy morderca, który stopniowo eliminuje namiętne obozowiczki. Czy lesbijska miłość pokona zło czające się w mroku?
Jak już pewnie zauważyliście mamy do czynienia z wyjątkowo niecodzienną sytuacją. W praktyce oznacza ona, że zamiast grupki nastolatków eliminowanych stopniowo przez tajemniczego mordercę, mamy grupkę lesbijek, które stały się zwierzyną łowną. Powoduje to szereg zaskakujących scen na czele z wspólnym flirtowaniem, a kończąc na namiętnych scenach seksu. Reszta pozostaje w gruncie rzeczy bez zmian, ale i tak trudno się doszukać tu jakichkolwiek nawiązań do Friday the 13th czy The Burning. Jeśli ktoś za wszelką cenę pragnąłby znaleźć jakąś nić wiążąca ten film, będący notabene rasowym leśnym slasherem, z obrazami o tej tematyce powstałymi w latach 80' to osobiście postawiłbym na pierwszą część Sleepaway Camp, a w szczególności sławetny finał tej produkcji. Różnica polega jedynie na tym, że o ile tam raz złapaliśmy się za głowę z niedowierzania, tak w przypadku Make a Wish czeka nas cała masa takich atrakcji. Żeby tradycji stało się za dość, to końcówka wywraca wszystkie wydarzenia do góry nogami i czujemy się jeszcze bardziej zagubieni.
Czy tak zakręcona fabularnie produkcja jest naprawdę godna uwagi? Na to pytanie trudno mi jednoznacznie udzielić odpowiedzi, ale słowo nowatorstwo i oryginalność ciska mi się na język praktycznie co chwila. Bo jak inaczej określić fakt, że film został nakręcony za bardzo niewielkie pieniądze, na wyjątkowo skromnym sprzęcie, a poziomem wykonawczym wcale nie odbiega od wspominanego już wcześniej Sleepaway Camp? Jak w racjonalny sposób wytłumaczyć, że większość aktorów jest debiutantami, a wyglądają tak, jakby na planie filmowym spędzili z połowę swojego życia? Na sam koniec, jeśli znajdą się jeszcze jacyś niedowiarkowie, proszę mi wyjaśnić, jak twórcy nie mając praktycznie żadnych pieniędzy na efekty specjalne (według słów pani reżyser było to jakieś 100$ !) dokonali niebywałej rzeczy i zaprezentowali mordercę, który zabija swoje ofiary na różne sposoby i to w całkiem nietypowy sposób?
Make a Wish nie jest dobrym filmem. Momentami wręcz jest wyjątkowo śmieszny i sprawia wrażenie, jakby to wszystko było jednym, wielkim zgrywem. Mimo to nie mogę skłamać mówiąc, że jest nieudany. Opracowana przez twórców konwencja, bazując na wyświechtanych regułach slashera, tworzy obraz wyjątkowy, który zapadnie w pamięci na długie lata. Czy jesteście skłonni sięgnąć po tak niezwykłą hybrydę, pozostawiam do rozważań wam samym.







